Po tym incydencie Lou i James, mimo wszystko, zostali oficjalnie parą. Za to ja i Daniel przestaliśmy się ze sobą kłócić i staliśmy się przyjaciółmi. Zjednoczyła nas złość na Andersonów. Teraz, gdy znam prawdę o Ericu, nie jestem zachwycona jego umiejętnościami w Quidditchu. Ja i Lou mijałyśmy się bez słowa. Ona najczęściej przesiadywała z Jamesem. Ja zajęłam się nauką, ale też dalszym prowadzeniem śledztwa. Wciąż nie pasowało mi wiele rzeczy w zachowaniu Albusa, Scorpiusa i jego kolegów.
Zbliżały się święta bożonarodzeniowe. Zarówno ja, jak i Daniel, Lou czy Potterowie wyjeżdżamy do rodzin. Będę miała co opowiadać moim rodzicom. Podczas pakowania, znalazłam wspólne zdjęcie moje i Lou. Byłyśmy wtedy po pierwszym roku. Zaprosiłam ją na wakacje i moja mama zrobiła nam zdjęcie, jak się razem bawiłyśmy. Obie umorusane w błocie, ale uśmiechnięte. Trzymamy się za ręce. Wtedy było inaczej. Schowałam zdjęcie do schowka i kontynuowałam pakowanie. Nie brałam zbyt wielu rzeczy, głównie parę ubrań, podręczniki i rzeczy osobiste. Gdzieś w głębi duszy chciałam wybaczyć Lou to wszystko i przywrócić to, co było przedtem. Ale postanowiłam być nieugięta. Wymarzonym dla mnie scenariuszem byłoby zerwanie Lou i Jamesa, po którym bym ją pocieszała. Mogłaby się wtedy przekonać, że nie był warty takiego poświęcenia.
W dniu wyjazdu, gdy oddałam swój bagaż na stacji, zaczepił mnie Daniel.
- Hej- podszedł- może chcesz usiąść w przedziale ze mną i moimi kolegami z drużyny?- spytał. Zrobiłam się czerwona na twarzy.
- Zaskoczyłeś mnie tą propozycją...
- Pomyślałem, że skoro Louise i tak pewnie pójdzie do Jamesa, to ty możesz pójść do nas- wyjaśnił. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Daniel jechał z męską częścią drużyny Quidditcha. Czułam się, jakbym awansowała w jakiejś hierarchii.
- Proszę, któż to do nas zawitał!- zawołał Quinn.
- Oto ja, we własnej osobie- odpowiedziałam z przekorą. Oprócz niego siedział też DeBirgh, Alan Fawcett, kapitan drużyny oraz ścigający i Ralph Fairchild, drugi ścigający. Eric się nie pojawił. Część drogi obgadywaliśmy Andersonów. Ja nie brałam w tym aktywnego udziału, ale słuchanie ich tekstów sprawiało mi dużo śmiechu. Wszelkie negatywne emocje zeszły ze mnie.
Moi rodzice byli w szoku, gdy im powiedziałam o wszystkim co się stało. Czułam już obojętność wobec Lou. Pochłonęło mnie rozwijanie przyjaźni z Danielem i jego kolegami. Musiałam też uważać na zachowania Albusa i Scorpiusa.
Gdy weszłam do pociągu do Hogwartu, trafiłam na rozmowę ślizgonów. To, co usłyszałam, ponownie rozbudziło moje wątpliwości.
- Słuchaj Malfoy, wiedz, że jeśli się nie zdecydujesz, to załatwimy to inaczej.
- Ale ja nie chcę tego robić!
- Nie chcesz przywrócić swojemu ojcu i dziadkowi dawnego prestiżu?
- A co ma jedno z drugim?
- Nasi dziadkowie cieszyli się wtedy lepszą pozycją społeczną.
- Skoro twój dziadek się ostał, to mógłbyś go poprosić o pomoc! Na pewno trzyma jeszcze jakieś przedmioty.
- Gdyby nam się udało, nasi dziadkowie byliby znów wolni! Nie musielibyśmy ich odwiedzać w tym wstrętnym miejscu!
- Zostawcie mnie! Tak samo Albusa!
- A właśnie, Potter, jak piśniesz chociaż słówko swoim starym, to się zemścimy.
- To, że twój ojciec załatwił naszych dziadków, nie znaczy że nie da się tego odwrócić...
- Cześć Fee!- za mną pojawił się Daniel- jak tam święta?
- Cześć Daniel- odpowiedziałam- w porządku, a twoje?
- Też- uśmiechnął się- przyłączysz się do nas, jak ostatnio?
- Chętnie- zgodziłam się i dołączyłam do jego przedziału. Opowiadaliśmy sobie, jak przebiegły nasze święta. Pochłonięta rozmową i śmiechem, zapomniałam o Lou i śledztwie. Postanowiłam, że gdy mój brat dostanie list i stanie się uczniem Hogwartu, to koniecznie poznam go z moimi znajomymi.
Lou i James spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Ale mnie obchodziło mnie już to. Na lekcjach siadałam z Danielem. Trochę tęskniłam za moją przyjaciółką i czasem, gdy spędzałyśmy razem czas. W końcu przyjaźnimy się już ponad 2 lata i szkoda by było zaprzepaścić to wszystko. Gdy czułam, że mogłabym się z nią pogodzić, zdarzył się incydent, który wywrócił wszystko do góry nogami.
W sobotę Quinn i Daniel zaprosili mnie na trening Quidditcha. Sama w sobie nigdy nie byłam zainteresowana tym sportem, jednak zawodnicy i ich manewry robiły na mnie ogromne wrażenie. Te uniki, wyskoki, czujność, siła... Raz o mało nie oberwałam tłuczkiem, ale w porę zrobiłam unik. Nie cierpię tej piłki.
Po meczu wróciłam do dormitorium, żeby zająć się pracami domowymi. Będąc blisko wejścia, zastałam Jamesa, Lou, Scorpiusa i Albusa w trakcie kłótni. Postanowiłam jak najszybciej to zakończyć, by nie doszło znowu do bójki.
- Co tu się dzieje?
- O nie, to znowu ty?- spytał zażenowany Gryfon. Lou spojrzała na mnie niepewnie.
- Tak- odpowiedziałam pewna siebie- jestem tam, gdzie Albus i Scorpius są dręczeni. Mogę wiedzieć, co się dzieje?
- Gówniarz ukradł mi moją mapę!- wyjaśnił, pokazując mi owy przedmiot.
- Ona nie jest twoja, tylko naszego taty!- odpowiedział Albus.
- Ja ją pożyczyłem od taty i miałem zamiar zwrócić- stwierdził udając powagę.
- Co, chcieliście znaleźć dla siebie miejsce do gruchania?- spytała z wrednym uśmiechem Lou. To był dla mnie szok.
- Nie jesteśmy parą!- odpowiedział Albus.
- Też chcieliśmy z niej skorzystać- odpowiedział odważnie Scorpius- szukaliśmy miejsca, gdzie można by było cię zamknąć.
- Ja cię zaraz zamknę!- James się wkurzył i zaczęła się bójka na zaklęcia.
- Na brodę Merlina, przestańcie!- zawołałam i próbowałam wkroczyć. Nagle poczułam okropny ból i upadłam na podłogę. Oberwałam w twarz, a z nosa leciała mi krew.
- Felicity!- usłyszałam znajomy głos. Nie mogłam otworzyć oczu, ale poczułam, że ktoś podnosi moją głowę. Zabolało mnie to.
- Co jej zrobiliście?- spytał Quinn.
- Nie wiem!- pisnął Albus. Nagle poczułam, że unoszę się w powietrze i przemieszczam w szybkim tempie. W trakcie drogi udało mi się otworzyć oczy i wtedy zorientowałam się w sytuacji. Quinn wziął mnie na ręce i razem z Danielem i kilkoma osobami biegli, zapewne do pielęgniarki. Ból głowy stał się tak silny, że aż straciłam przytomność. Obudziłam się po zabiegu. Przy mnie siedzieli Daniel, Quinn i Albus.
- Jak się czujesz?- spytał MacMillan.
- Lepiej- odpowiedziałam- co się stało?
- Oberwałaś zaklęciem i przy upadku mocno uderzyłaś głową w posadzkę- wyjaśniła mi pani Walter.
- Gdzie James, Lou i Scorpius?- zadałam kolejne pytanie.
- profesor Longbottom i MacMillan ich przesłuchują. Niedługo tutaj przyjdą- wyjaśnił Quinn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz