niedziela, 16 marca 2014

Rozdział II

Mój trzeci rok w Hogwarcie rozpoczął się zwyczajnie. Szybko wdrążyłam się w rytm szkoły i zajęłam nauką.
Podczas przerwy na lunch zauważyłam, że Scorpius i Albus siedzą przygaszeni, podczas gdy ich koledzy ciągle o czymś rozprawiają. Nie rozumiałam, czemu oni dwaj są smutni, szczególnie Malfoy. Mam nadzieję, że Albus napisał list do rodziców o tym, że James mu dokucza.
- Co, zakochałaś się w paniczu Malfoyu?-oczywiście Daniel musiał się uaktywnić.
- A co, zazdrosny jesteś?- chciałam mu jakoś dowalić.
- No wiesz, mam ważniejsze sprawy na głowie, niż oglądanie się za ślizgonami- stwierdził.
- To się nimi zajmij- odpowiedziałam i zajęłam swoim posiłkiem. Po chwili usiadł trochę dalej od nas.
- Ale mu dogadałaś- pochwaliła Louise.
- Mam go już dosyć- powiedziałam i westchnęłam- niby z dobrego domu pochodzi a zachowuje się jak przygłup.
- Chłopaki w tym wieku to kretyni, nie przejmuj się- pocieszyła mnie- z wiekiem mu przejdzie.
- Tak, a do tego czasu będę musiała znosić jego głupie docinki- perspektywa kolejnego roku z docinkami Daniela nie uśmiechała mi się- ale dzięki za pocieszenie.
- Nie ma za co- Louise uśmiechnęła się.

Na śniadaniu była niezła zadyma. Ale od początku.
Po przebraniu się w szkolny strój przeszliśmy na śniadanie do Wielkiej Sali. Usiadłam razem z Louise na brzegu stolika. Nałożyłyśmy sobie jedzenie na talerze i pochłonięte rozmową, zaczęłyśmy jeść. Głównie rozmawiałyśmy o tym, kiedy nas wpuszczą do Hogsmeade i jak tam jest. Wkrótce będą nas wpuszczać. Wszyscy na trzecim roku muszą mieć zgody od rodziców. Na szczęście ja i moja koleżanka takowe posiadamy. W międzyczasie, do naszych kolegów i koleżanek przylatywały sowy od rodziców. Nagle naszą rozmowę przerwał straszny jazgot. Wszyscy zwrócili głowy w stronę stolika Gryfonów.
- Jamesie Syriuszu! Ja i twój ojciec jesteśmy wściekli na twoje zachowanie wobec brata! Zamiast go bronić i wspierać, to mu dokuczasz! Prawdziwy Gryfon tak nie postępuje! Albus wszystko nam przedstawił w liście. Jeśli jeszcze raz dowiemy się o dokuczaniu, to pomyślimy nad karą dla ciebie. Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy- na sali rozległ się śmiech. James dostał wyjca od swojej matki. List po chwili podarł się rozpadł na malutkie kawałeczki. Nagle zerwał się i z prędkością znicza podszedł do Albusa.
- Naskarżyłeś na mnie?!- spytał rozwścieczony. Ślizgon odważnie wstał i spojrzał mu w oczy.
- Tak- odpowiedział. Ten złapał go za kołnierz i ścisnął go.
- Wiesz, jakiego mi wstydu narobiłeś?! Teraz będą się ze mnie śmiać, bo beksa Albusek się poskarżył mamusi i tatusiowi. Po cholerę pisałeś to?!- wkurzyłam się i wstałam.
- Ja go namówiłam- odezwałam się. Obydwaj spojrzeli na mnie, Albus przestraszony a James wściekły. Po chwili puścił brata i podszedł do mnie. Ja odeszłam od swojego stołu.
- Po co go namawiałaś?- spytał trochę łagodniejszym tonem.
- Bo nie podoba mi się to, że mu dokuczasz od kiedy pojawił się w Hogwarcie- odpowiedziałam, czując na sobie spojrzenia wszystkich uczniów.
- Ja też go namówiłam- wtrąciła się Louise i stanęła obok mnie. Patrzył na nas z chęcią mordu w oczach, ale nic nam nie zrobił.
- Uważajcie sobie- pogroził nam- jeszcze się z wami policzę- dodał, po czym wrócił do siebie. My usiadłyśmy z powrotem przy swoich miejscach a w sali powróciła atmosfera śniadaniowa.
- Dzięki za wsparcie- powiedziałam do Louise- ten James to by mnie chyba udusił.
- Nie ma za co- uśmiechnęła się- też odniosłam takie wrażenie. Szkoda, bo myślałam, że każdy Gryfon jest miły.
Po śniadaniu wróciłyśmy do pokoju wspólnego zabrać szkolną torbę. Pierwszą lekcję zaczynałyśmy od zielarstwa z profesorem Longbottomem. Profesor bardzo nie lubił jak się uczniowie spóźniają. Tym bardziej nie chcę sobie problemów narobić, bo to mąż mojej chrzestnej, cioci Hanny. Na szczęście byłyśmy przed czasem i mogłyśmy w spokoju się przygotować do zajęć.
- No, no, nieźle dałaś popalić temu Potterowi- pochwalił mnie Daniel.
- Stanęłyśmy tylko w obronie słabszego- odpowiedziałam skromnie.
- Witajcie uczniowie!- do cieplarni wkroczył nauczyciel- kończcie rozmowy, zaczynamy zajęcia!
Po zajęciach profesor zatrzymał mnie i Louise.
- Słyszałem o tym, co się stało przy śniadaniu. Daję wam po 5 punktów, za obronę słabszych i wykazanie się odwagą.
- Dziękujemy!- ja i Louise byłyśmy zaskoczone tą decyzją. Uradowane przeszłyśmy na najbardziej znienawidzoną przez nas lekcję, czyli transmutację. Prowadził ją okropny Abel Montana. Był dość surowy i miał słuch absolutny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz