sobota, 15 marca 2014

Rozdział I

Wkrótce miał rozpocząć się kolejny rok mojej nauki. Całkowicie spakowana i przypilnowana przez mamę oczekiwałam na odpalenie samochodu, którym miał mnie zawieść tata. Nie mogłam się doczekać ujrzenia moich starych kolegów i koleżanek. Obecna sytuacja w moim domu przedstawiała się dość śmiesznie. Ja siedziałam na swojej skrzyni, otoczona rzeczami szkolnymi, podczas gdy mama biegała po całym domu szukając jeszcze brakujących rzeczy a tata próbuje odpalić samochód i co chwilę przychodzi do łazienki, by umyć ręce. Młody, znaczy Ed, siedzi przy mnie i czyta moją książkę do Zielarstwa. Ja rozmyślałam nad tym, co mnie spotka na tym roku. Znowu będę się przekomarzać z Danielem MacMillanem, plotkować z Louise Anderson, dostawała skrętów żołądka na myśl o transmutacji i uważała na głupie żarty ślizgonów.
- Wreszcie się udało!- zawołał tata i szeroko uśmiechnięty wycierał dłonie o szmatę- zaraz weźmiemy twoje rzeczy.
- Skoro tak, to ładujmy- stwierdziła mama i zaczęliśmy wspólne pakowanie. Gdy wszystko było gotowe, mama założyła kurtkę i wyruszyliśmy na peron. Droga była trochę długa, szczególnie że, jak co roku, trafialiśmy na godziny największych korków, ale dzięki trikom mojego taty udawało nam się szybko wybrnąć.
Na peronie dojrzałam wiele znajomych twarzy. Kolegów z roku, z domu i innych znajomych, którzy albo rozmawiali z rodzicami, albo pakowali się do pociągu.Najpierw załadowaliśmy moje rzeczy, a potem mama wzięła się za coroczną przemowę.
- pamiętaj, bądź grzeczna i miła. Ucz się najlepiej jak możesz, nie daj się sprowokować nikomu i dbaj o swoje rzeczy. Uważaj na lekcjach i notuj wszystko. Bądź uważna. Nie rób żadnych głupstw i zdobywaj jak najwięcej punktów dla domu.
- dobrze, dosyć!- wtrącił się tata- ja tylko cię proszę, byś była uważna na nowych lekcjach, bo to będzie nowa porcja nauki i nowi nauczyciele.
Kiwnęłam głową. Po chwili konduktor gwizdem oznajmił, że zaraz pociąg rusza, więc musiałam się żegnać. Przytuliłam wszystkich członków rodziny i zajęłam przedział razem z Louise. Machałyśmy naszym rodzicom, dopóki nie zniknęli z widoku.
- Nie mogę się doczekać mugoloznawstwa i opieki nad magicznymi stworzeniami!- westchnęła blondynka.
- Ja się trochę boję ruin- stwierdziłam. Nagle, do naszego przedziału wpadł Albus Potter.
- Schowajcie mnie!- zawołał- mój brat mnie dręczy z kolegami!- wskazałyśmy mu lukę pod siedzeniem Louise i zachowywałyśmy się, jakby nic się nie stało.
- Jest tu mój brat?- po chwili zajrzał do nas James. Za nim stało kilku jego kolegów, Fred Weasley i Martin McLaggen.
- Nie- odpowiedziałam- a co, znowu się nudzisz?
- Chcę mu przypomnieć, kto tu rządzi- odpowiedział i razem z kolegami zarechotał.
- Jesteś głupszy niż myślałam- westchnęła Louise. Uśmieszek zszedł mu z twarzy.
- Idziemy, nie ma co z nimi gadać- mruknął i poszedł. Po chwili wyciągnęłyśmy Albusa spod siedzenia i wytrzepałyśmy z brudu.
- Mam go dość- jęknął- wciąż mi dokucza. Na wakacjach jest grzeczny a w czasie nauki się na mnie wyżywa.
- Nie przejmuj się- pocieszyłam go- myśli, że jak trafił do Gryffindoru, to jest lepszy. Napisz do rodziców list. Nie pozwól mu się tak zachowywać.
- Mówiłem im, ale to zbywali- odpowiedział i westchnął. Do naszego przedziału zapukał Scorpius. Louise go wpuściła.
- Słyszałem, co się stało- powiedział- następnym razem mu pokażemy. Zwołam naszą paczkę.

Albus dał się namówić na napisanie listu.Bardzo mu współczułam, że ma takiego brata idiotę. Ja z Edem mam dobre stosunki.
Na uczcie po przydziale uczniów, zaczęłyśmy rozmawiać z naszymi kolegami i koleżankami o wakacjach. Każdy spędził je w inny sposób i miał mnóstwo przygód.Gdyby nasza dyrektorka nie oznajmiła, że nadszedł koniec i musimy iść do swoich pokoi wspólnych, moglibyśmy rozmawiać do samego rana. Opuściliśmy Wielką Salę i przenieśliśmy się do dormitoriów. Ja i Louise miałyśmy obok siebie. Chwilę pogadałyśmy z innymi dziewczynami i poszliśmy spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz