poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział VI

Gdy weszłam do dormitorium, zastałam Lou całującą się z Jamesem Potterem. Byłam w ogromnym szoku. Obydwoje spojrzeli na mnie równie zadziwieni jak ja.
- Co wy wyprawiacie?- spytałam.
- Fee, ja i James chcemy być parą- wyjaśniła Lou.
- Spotykasz się z kimś, kto prześladuje własnego brata? A ty mi jeszcze pomagałaś go bronić?- czułam ogromną złość.
- Ej, to moja sprawa!- warknął Potter.
- Nie z tobą rozmawiam!- odpowiedziałam do niego i spojrzałam z wyrzutem na moją przyjaciółkę- myślałam, że nie mamy przed sobą sekretów! Myślałam, że jesteśmy wobec siebie szczere!
- Miałam ci powiedzieć... Ale nie wiedziałam kiedy...- Lou spuściła głowę.
- Wiesz co? A rób co chcesz. Nie interesuje mnie już to- po tych słowach wybiegłam z pokoju wspólnego na korytarz. Chciałam być jak najdalej od nich wszystkich. Pobiegłam do łazienki dla dziewczyn i tam schowałam się w jednej z kabin, po czym rozpłakałam się. Czułam się zdradzona. Własna przyjaciółka, która wspierała mnie w kłótniach z Jamesem, pomagała chronić Albusa... Czy ona była naprawdę szczera w tym wszystkim?
- Uważaj, bo skończysz jak ja...- na drzwiach usiadła Jęcząca Marta.
- Dziękuję za ostrzeżenie- odpowiedziałam sarkastycznie. Wytarłam oczy, ale wciąż czułam się okropnie.
- Widzę, że miałaś poważny powód by tutaj przybyć- zauważyła. Mimo, że to było dziwne, to postanowiłam jej się zwierzyć. Marta wysłuchała mnie z uwagą. Ulżyło mi.
- Przyjaźń bywa taka zmienna- stwierdziła-ja nigdy nie miałam przyjaciół. Wszyscy śmiali się z moich okularów- dodała, po czym zaczęła lewitować nad moją kabiną- w ramach zemsty nawiedzałam tych najbardziej podłych, ale musiałam tego zaprzestać. Może ty też spróbujesz?
- Aż tak nie jestem zdesperowana- odpowiedziałam zniesmaczona takim pomysłem- muszę sobie dać czas, by to przemyśleć- nagle usłyszałam dziwne dźwięki. Siedząc na toalecie, podkuliłam nogi i udawałam że mnie nie ma. Coś, jakby dźwięk przesuwanego, dużego przedmiotu po płytach łazienki.
- Tym razem nam nie poszło- stwierdził chłopięcy głos- ale spróbujemy jutro.
- Im więcej tym lepiej- dodał inny.
- Jutro?- spytał znajomy głos. To Scorpius.
- No, a co żeś myślał?- spytał pierwszy osobnik, którego usłyszałam.
- Nie możemy się poddać- dodał jeszcze inny. Delikatnie uchyliłam drzwi, ale ujrzałam tylko plecy uczniów Slytherinu. Gdy całkowicie opuścili toaletę, wyszłam z kabiny i rozejrzałam się. Niczego nie przynieśli, nic nie przesuwali... Co to może być?
- Marto, widziałaś coś?- spytałam ducha.
- Niestety, zauważyłam ich dopiero jak się pojawili. Za bardzo odpłynęłam we wspomnieniach...- odpowiedziała, po czym gdzieś poleciała. Machnęłam ramionami i wyszłam na korytarz. Nie miałam ochoty wracać do pokoju wspólnego, więc przeszłam się po korytarzach. Myśli o tajemniczym pojawieniu się ślizgonów przeplatały się z wspomnieniem Lou i Jamesa, którzy się całowali. Czułam się dziwnie. Wtem zrozumiałam dziwne zachowanie Lou. To, jak odradzała mi angażowanie się w dalsze śledztwo co do Scorpiusa i Albusa, jak zachwycała się miotłą Jamesa... Ciekawe, jak długo to trwało? Schowałam się za posągiem jednookiej czarownicy i najlepiej zostałabym tu do jutra. Zostałam sama. Lou, która była dla mnie największą przyjaciółką i prawie siostrą zdradziła i okłamywała mnie. Nie wiem, czy jej to wybaczę. Znowu zebrało mi się na płacz.
- Finch-Fletchey, widzę cię- znajomy głos wyrwał mnie z zamyślenia. To Daniel.
- Super, znaczy że masz dobry wzrok- odpowiedziałam sarkastycznie i wyszłam zza posągu.
- Płakałaś?- zdziwił się.
- To nic takiego, nie twoja sprawa- odpowiedziałam i postanowiłam odszukać innej kryjówki. Wtem Daniel złapał mnie za ramię.
- Co się stało? Widziałem cię, gdy wybiegłaś z dormitorium jak oparzona.
- To naprawdę nie twoja sprawa- burknęłam.
- Pokłóciłaś się z Lou?- skoro był taki wścibski i ciekawski, to musiałam dać za wygraną.
- Zastałam Lou, jak całuje się z moim wrogiem, Jamesem Potterem- wyjaśniłam.
- Myślałem, że to ja jestem twoim wrogiem- odpowiedział i uśmiechnął się lekko.
- Ty nie dokuczasz młodszemu rodzeństwu z powodu przydziału do Slytherinu- odpowiedziałam. Z jakiegoś powodu poczułam, że mogę mu zaufać. Wyszliśmy na błonia, gdzie nie było prawie nikogo. Wytłumaczyłam mu dokładnie co się działo do tej pory. Wątek śledztwa starałam się pominąć, by nie robić afery. Skoro sama to zaczęłam, to sama chcę to skończyć.
- Myślę, że ty i Louise powinnyście dać sobie czas do namysłu- stwierdził, po wysłuchaniu całej historii- ty się zastanów, czy jej wybaczysz i czy ten incydent zaważy na dalszej przyjaźni a ona powinna pomyśleć, jak się z tobą pogodzić i pogodzić jedno z drugim- to co powiedział, było bardzo mądre. Dawno nie słyszałam niczego takiego z jego strony od początku nauki w Hogwarcie.
- Dzięki za radę- odpowiedziałam. Obydwoje uśmiechnęliśmy się.
- Kiedy był casting do drużyny quidditcha, ja nie mogłem przybyć ze względu na naukę. Nikt mi potem nie powiedział, że Eric Anderson dołączył- sam zaczął mi się zwierzać. Skoro ja mogłam, to niech on teraz się wyżali- nie znoszę go, od kiedy naskarżył na mnie do ojca, że zamknąłem kilka koleżanek w schowku woźnego, podczas gdy był to on. Dostałem taką burę, że kilka tygodni chodziłem przygaszony.
- Pamiętam to- powiedziałam zaskoczona pamięcią. Rzeczywiście, było coś takiego. To było chyba na drugim roku.
- No widzisz. Przez to nie zdobyliśmy pierwszego miejsca w tabeli domów- kontynuował- potem ten czyn poszedł w niepamięć, jednak ja nigdy nie zapomniałem. Dlatego, gdy przyszedłem na pierwszy trening po castingu i zobaczyłem go wśród zawodników. Czułem taką złość... Ale nie okazałem tego. Pozwoliłem reszcie uważać, że jestem zazdrosny o popularność.
- Powinieneś powiedzieć prawdę- stwierdziłam. Zaczął wiać chłodniejszy wiatr, więc zebraliśmy się do zamku.
- No tak, tylko co to teraz da?- spytał- było minęło. Tym bardziej, że wykazał się na ostatnim meczu i zostaje na stałe.
- No cóż, jak chcesz. Skoro on ma taki temperament, to może znowu coś zmalować.
- Teraz jest raczej grzeczny. No nic, muszę się pogodzić z tym, że on był, jest i będzie- stwierdził. Gdy podeszliśmy do pokoju wspólnego, zobaczyliśmy Lou i Jamesa. Nie zwrócili na nas uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz