- Fee!- zawołała Louise, przedzierając się przez tłum rozbawionych Krukonów. Wyciągnęła do mnie rękę a ja wyciągnęłam ją- coś się stało?
- Albus i Scorpius zniknęli- odpowiedziałam- ich koledzy dalej tu są.
- Może mieli dosyć? Przecież oni obydwaj nie przepadają za imprezami.
- No fakt...- musiałam się z tym zgodzić. Zarówno Scorpius jak i Albus zwykle spędzali czas w takich miejscach jak biblioteka czy błonia. Wielokrotnie ich tam widywałam. Sami też to przyznali.
- Słuchaj, ja już też mam dosyć- oznajmiła Louise- idziesz ze mną czy zostajesz?
- Idę- zdecydowałam- też mam dość- wzięłam ją pod rękę i wyszłyśmy na korytarz. Ale cisza...
- To co teraz robimy?- spytałam- idziemy do siebie czy na jakiś spacer?
- Możemy się przejść i odetchnąć po zabawie- zaproponowała- tylko ja się wrócę do dormitorium i pójdę po sweterek. Zaczekasz tutaj?
- Tak- odpowiedziałam, a ona pobiegła. Oparłam się o ścianę i skupiłam się na ciszy. Po tak długim czasie przebywania w hałasie chwila spokoju dobrze mi zrobi. Przypomniałam sobie rozmowę z Danielem, zabawny taniec Smitha i rozmowę z Weasleyami. Nagle ciszę przerwał jakiś półgłos.
- Przestań tak mówić!
Zaciekawiłam się, o co może się rozchodzić i zaczęłam iść w kierunku, skąd mógł dochodzić dźwięk. Z każdym krokiem słyszałam więcej. Doprowadziło to mnie do męskiej toalety.
- Boję się!
- Nie masz czego! Nie pozwolimy na to!
- Ale oni nam krzywdę zrobią!
- W razie czego powiemy profesor Greengrass i ona nam pomoże!- po tych słowach postanowiłam wkroczyć. Jeśli komuś dokuczają, to chcę mu pomóc.
- Może ja wam pomogę?- spytałam. Przy zlewie stali Scorpius i Albus. Spojrzeli na mnie wystraszeni. Albus trzymał Scorpiusa za ramiona.
- Felicity...?- zdziwił się Potter.
- Tak, to ja- potwierdziłam- znowu ktoś ci dokucza?
- Nie, to nie tak...- odpowiedział i zauważyłam, że obydwoje byli zmieszani. Do głowy przychodziły mi różne pomysły, dlaczego oni znaleźli się tutaj i tak rozmawiają.
- To sprawa między nami- odpowiedział stanowczo Scorpius- Albus, chodźmy- po chwili opuścił łazienkę, a za nim kolega. Stałam przez chwilę w toalecie i zastanawiałam się, o co może im chodzić? Może są parą i boją się o tym powiedzieć? Rozejrzałam się po toalecie i korzystając z chwili samotności, obmyłam sobie twarz chłodną wodą. Poczułam się lepiej. Pomyślałam o Jęczącej Marcie, która czasami pojawia się w innych toaletach. Ale chyba nie miałam co na nią liczyć.
- Fee!- usłyszałam z daleka głos Louise. Natychmiast wybiegłam i po chwili znalazłam się w tym miejscu, które opuściłam wcześniej. Niedługo potem pojawiła się moja koleżanka. Miała na sobie zielony sweter, który dałam jej na urodziny. Zauważyłam, że jest zdenerwowana.
- Coś się stało?- spytałam.
- Biją się!- odpowiedziała- Scorpius i James!
- Co takiego?- zszokowała mnie ta informacja. Natychmiast pobiegłyśmy na dół. Rzeczywiście, Gryfon i Ślizgon tarzali się na podłodze i co chwilę uderzali. Albus próbował ich rozdzielić, ale jedyne co robił, to biegał wokół nich a oczy miał jak galeony.
- Hej, przestańcie!- zawołałam. Razem z Louise rozdzieliłyśmy chłopaków. Obydwaj mieli obite twarze, pełne siniaków, zadrapań i śladów krwi. Ja trzymałam Scorpiusa, który wyrywał się jak dzikie zwierze w klatce. Podobnie James.
- Uspokój się!- zawołała moja koleżanka, trzymając mocno chłopaka. Albus zakrył twarz rękoma. Gdy chłopcy ochłonęli, puściłyśmy ich.
- Co wam odbiło?- spytałam zdenerwowana.
- Nie dość, że mój brat jest ślizgonem, to jeszcze gejem!- zawołał James. Moja teoria jest prawdziwa?
- Nie jestem gejem!- Albus zdenerwował się.
- A to że jest ślizgonem to nie ma nic do rzeczy!- dodał Scorpius i znów ustawił się do bójki.
- Cisza!- krzyknęłam i stanęłam między nimi- Albus, o co się pobili?
- No bo szliśmy spokojnie do siebie, gdy nagle pojawił się James. Znowu zaczął mi dokuczać i śmiać się. Scorpy się wkurzył, zaczęli się kłócić i mój brat, żeby nas wkurzyć, powiedział że jesteśmy parą i po chwili zaczęli się bić...
- O rany, co za kretyni z was!- załamałam się- nie możecie chociaż raz porozmawiać ze sobą spokojnie?
- To on jest agresywny!- Scorpius wskazał na Gryfona.
- Słuchajcie, nie możecie nikomu pokazać się w takim stanie- wtrąciła się Louise- chodźmy do pani Walter, która opatrzy wam rany- poszliśmy grupą do skrzydła szpitalnego. Modliłam się po cichu, by żaden nauczyciel nas nie zobaczył, bo by była afera, a tego chciałam uniknąć. Na szczęście pani Walter była obecna i natychmiast zaopiekowała się chłopakami. Poprosiłam ją, by nikomu nic nie mówiła. Zgodziła się, ale nie była zachwycona tym pomysłem. Szybko usunęła ślady walki z twarzy Scorpiusa i Jamesa. Po ogólnych badaniach wypuściła ich. James natychmiast uciekł, więc odprowadziłyśmy Scorpiusa i Albusa pod kamienną ścianę, za którą znajduje się ich pokój wspólny.
- Wy nie jesteście parą, na pewno?- spytałam, chcąc mieć pewność.
- Tak- przytaknął zirytowany Scorpius.
- To o czym wtedy rozmawialiście, co was znalazłam?
- To jest sprawa między nami- odpowiedział Albus- proszę, nie wnikaj w to.
- Jeśli potrzebujecie pomocy, to chętnie jej wam udzielimy z Louise- powiedziałam.
- Dzięki- mruknął Albus.
Wyjaśniłam mojej przyjaciółce, że podczas jej nieobecności natknęłam się na dziwną rozmowę między ślizgonami.
- Skoro mają jakieś swoje tajemnice, to myślę, że nie powinnyśmy wnikać- powiedziała Louise- nie musimy o wszystkim wiedzieć.
- Ale z tej rozmowy wywnioskowałam, że mają jakiś problem- odpowiedziałam- jeśli James dalej dręczy Albusa albo i Scorpiusa, to chcę im pomóc.
- Nie chcę wyjść na jakąś egoistkę czy ignorantkę, ale oni nie są małymi dziećmi i poradzą sobie- zdziwiła mnie trochę taka postawa Louise. Zawsze była chętna do pomocy. Ale z drugiej strony, może mieć rację. Po co mam się mieszać w coś, co nie nie dotyczy? Albus ma swoje życie i nie muszę mu ciągle pomagać. Zgodnie z wcześniejszym postanowieniem, przeszłyśmy się po zamku, rozmawiając o popisach Daniela. Następnie wróciłyśmy do dormitorium i niedługo potem zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz