Nadszedł czas pierwszej wizyty w Hogsmeade. Posłusznie oddałyśmy zgody naszemu opiekunowi i nauczycielowi eliksirów, profesorowi MacMillanowi. Tak, ojcu kretyna Daniela. Chyba pompatyczność jest genetyczna, bo obydwaj ją mają i często wykorzystują. Ale w przeciwieństwie do synka, ojciec jest spokojny i serdeczny dla uczniów.
Nim opuściliśmy teren szkoły, profesor MacMillan wygłosił przemowę.
- Moi drodzy, nim wkroczymy do Hogsmeade, chciałbym was uświadomić o kilku zasadach. Jako, że jesteście tam pierwszy raz, macie zakaz samodzielnego poruszania się po mieście. Najlepiej, byście nie opuszczali grupy, ale znając waszą ciekawość, musicie mieć przy sobie chociaż jednego kompana. Macie też być grzeczni, bym nie musiał wyciągać niemiłych konsekwencji po powrocie. Nie pijać mi piwa, jak już to kremowe. W Hogsmeade przebywamy parę godzin, od teraz do obiadu. Nie chcę słyszeć nawet piśnięcia, że chcecie zostać- spojrzał na swojego syna, który podśmiewał się z tego punktu. Zachichotałyśmy cicho z Louise. Po chwili rozejrzał się i policzył uczniów- W razie gdybyście się rozbiegli po całym mieście, to spotykamy się w Pubie pod Trzema Miotłami. Dobrze, to będzie wszystko. Jakieś pytania?
- Możemy kupować rzeczy dla siebie?- spytała jakaś dziewczynka z tyłu.
- Owszem- odpowiedział nauczyciel- ale mają to być rzeczy bezpieczne i zgodne z regulaminem szkoły. Coś jeszcze?- nikt nie miał więcej pytań, więc ruszyliśmy.
Hogsmeade to piękne miasto. Bardzo mi się podobały domy. Razem z Louise podziwiałyśmy wystawy sklepowe.
- Hej dziewczyny- doskoczył do nas Daniel z kolegami- idziemy na piwo. Dołączycie się?
- Ale my możemy pić tylko kremowe piwo- odpowiedziała Louise.
- Kremowe piwo jest dla mięczaków- stwierdził i zarechotał razem z kolegami- a wy takie odważne nie skusicie się? Ja stawiam.
- Nie boisz się, że twój ojciec się dowie?- spytałam zaskoczona postawą Daniela.
- A przestań, mój stary to tylko interesuje się tym, czy wszystko jest zgodne z regulaminem- Puchon zaczął się nabijać ze swojego ojca- żeby uczniowie byli w komplecie i nie było żadnych awantur. My na jeden kufel, nic nam się nie stanie. Mocne głowy mamy, to się stary nie skapnie- jak to zawsze bywa, za jego plecami pojawił się profesor MacMillan i wszystkiego słuchał. Nie przerywałyśmy. Biedny pan MacMillan, dowiedział się co sądzi o nim jego syn i jaki z niego nauczyciel. Nagle wziął go za ucho i spojrzał w twarz.
- Za taką elokwencję i szeroki zakres słownictwa odejmuję pańskiemu domowi 10 punktów.
- Ale ja tylko żartowałem!- zawołał zaskoczony chłopak.
- A więc mam odjąć kolejne 10 punktów za kiepskie poczucie humoru?- spytał zdenerwowany i wciąż trzymając go za ucho, zaciągnął go do dalszej części miasta. Za nim podążyli jego koledzy. Był to iście komiczny widok. Profesor idący jak burza, ciągnący szarpiącego się Daniela a dookoła nich inni uczniowie.
- Głupek- mruknęłam.
- Piwa mu się zachciało- dodała Louise i zaśmiałyśmy się. Zainspirowane pomysłem Daniela, pod koniec pobytu wstąpiłyśmy na kremowe piwo. Nic nie kupowałyśmy, bo wolałyśmy rozejrzeć się po sklepach i zapoznać z asortymentem. Wśród tłumów dostrzegłam grupkę ślizgonów. Siedzieli w ciemnym kącie przy stoliku. Wśród nich znajdowali się Albus i Scorpius, znowu smutni i przygaszeni. Obserwowałam ich kątem oka. Wydawali mi się podejrzani.
Profesor MacMillan do końca pilnował swojego synka. Tak naburmuszonego Daniela nie widziałam nigdy. W końcu nadszedł czas na powrót. Wszyscy uczniowie zebrali się w pubie i gdy nauczyciel zatwierdził komplet, wróciliśmy do zamku. Nie mogę się doczekać kolejnej wizyty.
Po obiedzie Gryfoni zrobili małą imprezkę. Oni robią najlepsze. Nauczyciele nie mieli nic przeciwko, nawet ich opiekun, profesor Longbottom, był obecny w pokoju wspólnym. Wybrałam się tam razem z Louise. Przyszli uczniowie ze wszystkich domów, nawet Albus i Scorpius z kolegami. Ktoś przyniósł mnóstwo butelek Kremowego Piwa. Ja i Louise obserwowałyśmy tragiczny taniec Adama Smitha, który wyglądał jakby ktoś go potraktował jednocześnie zaklęciami Tarantallegra i Cruciatus. Muzyka była ciekawa i miło się jej słuchało. Daniel przyszedł razem z kolegami i chciał pokazać, że jest królem imprez. Opowiadał o jakiś domówkach robionych pod nieobecność rodziców. Znając życie, to pewnie zmyśla. Postanowiłam dać kres jego bajkom, bo pierwszoroczni zaczynali w to wierzyć.
- To taka sama prawda jak to, że znasz pytania z SUMów i OWUTemów?- spytałam, wypominając mu incydent z pierwszego roku. Chcąc zaimponować kolegom opowiadał, że widział pytania egzaminacyjne. Sporo osób z piątego roku mu uwierzyło, ale w końcu wyszło, że nigdy ich nie widział, bo jego ojciec nie trzyma tego w domu. Profesor MacMillan zrugał go przy całej klasie i kazał mu siedzieć na przerwach w jego gabinecie.
- A chcesz się przekonać?- spytał, próbując nie dopuścić do chichotu osób pamiętających tamto wydarzenie- mam nawet zdjęcia.
- Pokażesz?
- No tak, tylko zostawiłem je w domu- stwierdził- ale pokażę je przy najbliższej okazji!
- Tak jak pytania z egzaminów- stwierdziłam a wtedy wszyscy zaczęli się śmiać. Spojrzał na mnie wzrokiem wkurzonego olbrzyma, po czym poszedł ze swoimi kolegami do jakiegoś kąta. Louise pogratulowała mi brawurowej akcji.
Zabawa była świetna. Daniel więcej nie próbował się popisywać. Trochę potańczyłyśmy, napiłyśmy się piwa i pogadałyśmy z Gryfonami, Rose i Hugo Weasleyami. To są krewni Albusa i Syriusza. Byli bardzo sympatyczni. Syriusz siedział ze swoimi kolegami i czasami łypał na nas. W trakcie imprezy, z zaskoczeniem zauważyłam, że Albus i Scorpius zniknęli
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz