wtorek, 25 marca 2014

Rozdział IX

Ja i Daniel jesteśmy parą, ale nikomu o tym nie powiedzieliśmy. Zachowujemy się normalnie. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że wszystko układa się pomyślnie. Dalej musiałam mieć oko na Albusa i Scorpiusa. Po ostatnim incydencie James się nawet do nas nie zbliżył. Albus i Scorpius wciąż chodzą przygaszeni. Wciąż ich obserwuję.

Walentynki. Skrzaty szkolne ozdobiły szkołę serduszkami i zrobiło się trochę kiczowato. Lou jest troszkę smutna, bo nie dostanie od nikogo walentynki. Pocieszam ją, że to nie jest istotne, ale jeśli jej zależy, to mogę ja jej wysłać. Ja znalazłam swoją kartkę walentynkową i różę na łóżku w swoim dormitorium.
- Ty dostałaś!- zauważyła moja przyjaciółka- od kogo to może być?
- Nie ma podpisu- odpowiedziałam. Oczywiście wiedziałam, kto jest autorem.
- Niebo jest niebieskie, róże otaczają drogę, a ja cię tak kocham, że ja nie mogę- przeczytałam i o mało nie popuściłam ze śmiechu. Pokazałam to Lou i obie śmiałyśmy się jak wariatki. Daniel popisał się swoim grafomaństwem. Ale doceniam gest. Różę wstawiłam do wazonu.
Jednak Lou myliła się co do otrzymania walentynki. Gdy wróciłyśmy w czasie przerwy do sali, w której miałyśmy podwójne zaklęcia, ktoś położył walentynkę pod jej pergamin.
- A któż to?- zdziwiła się i otworzyła- Jesteś piękna niczym kwiaty, które rosną na błoniach Hogwartu. Dałbym ci je wszystkie. Twój cichy wielbiciel- spojrzałyśmy na siebie zdziwione. Kto to może być? Napisane ładnym pismem... Nie miałyśmy pojęcia, kto mógłby być autorem tak pięknej walentynki. Gdy usiadłyśmy w ławce, do sali wrócili Albus i Scorpius w otoczeniu kolegów. Albus rozejrzał się po sali i po chwili zajął sobą. Czyżby szukał pomocy?

Po zajęciach zaczepiam Daniela i dziękuję mu za arcyciekawą walentynkę oraz za różę. Ucieszył się.
Tuż przed obiadem, udało mi się wychwycić wśród tłumu Albusa i Scorpiusa z kolegami. Razem z Lou podążyłyśmy ich śladem. Zaprowadziło nas to do łazienki dziewcząt. Schowałyśmy się za ścianą.
- No, dawaj Albus- zachęcił go jeden z kolegów. Chłopak odchrząknął i zaczął imitować jakiś dziwny język. Nagle kolumna z lustrami zaczęła się rozsuwać, a jedna ze ścian zniknęła, odsłaniając wejście. Po chwili wszyscy chłopcy wskoczyli do środka. Zaraz po zniknięciu ostatniego chłopaka, ściany połączyły się i kolumna stała się całością. Podeszłyśmy do niej i zaczęłyśmy ją oglądać.
- Patrz, znalazłam tu coś!- zawołała Louie i wskazała na jeden z kranów, na których były splecione dwa węże.
- Co to takiego?- zdziwiłam się. Węże? Wąż to symbol Slytherinu. Ale co się kryje za tym?
- Wiesz co, może my już wrócimy na obiad a potem pogadamy o tym- zaproponowała, pokazując zegarek- jestem trochę głodna.
- Nic nowego nie odkryjemy- stwierdziłam rozczarowana- chodźmy- pobiegłyśmy do Wielkiej Sali. Na szczęście nie spóźniłyśmy się.
- Gdzie byłyście?- spytał zaciekawiony Daniel, odsuwając się by zrobić nam miejsce.
- Byłyśmy w łazience- odpowiedziałam. Po chwili zajęliśmy się obiadem. Mój żołądek z wielką niecierpliwością oczekiwał na zapełnienie tymi pysznościami.

Udało mi się zaczepić Albusa, gdy stał samotnie na dziedzińcu.
- Co robiliście w łazience w czasie obiadu?- spytałam cicho. Odwrócił się zdenerwowany.
- Nic!- pisnął. Spod jego peleryny wypadła koperta, którą szybko podniosłam.
- Widziałyśmy was, jak wchodzicie do jakiejś dziury- drążyłam dalej. Spuścił głowę. Spojrzałam na kopertę. Było na niej imię "Louise" i wtedy dowiedziałam się, kto jest adoratorem przyjaciółki. Chłopak zaczerwienił się bardziej niż jedna z barw Gryffindoru.
- Posłuchaj- zaczęłam- zrobimy taki układ. Ja pomogę ci zdobyć serce Louise, a ty mi powiesz, kiedy się znowu spotykacie. Zgadzasz się?- Albus kiwnął głową.
- Ale nie zdradzisz kim jest prawdziwy adorator?- spytał dla pewności. Kiwnęłam głową.
- Obiecałam, to słowa dotrzymam- stwierdziłam- mam jej przekazać ten list?
- Tak, proszę- odpowiedział- za trzy dni idziemy ponownie, po obiedzie- dodał, po czym uciekł. Spojrzałam ponownie na kopertę, w miejscu gdzie znajdował się napis "Louise". Nie sądziłam, że Albus ma takie ładne pismo. Podczas drogi powrotnej do dormitorium, musiałam wymyślić jakieś kłamstwo, skąd ja mam tą kopertę. Na szczęście udało mi się.
- Hej, Lou!- zawołałam. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona- znalazłam kolejny liścik do ciebie- wręczyłam jej go a ona natychmiast otworzyła.
- Jestem zbyt słaby, by unieść ogrom twej wspaniałej postaci. Ale chcę próbować, jak Syzyf. Twój cichy wielbiciel- przeczytała na głos. Była oszołomiona a mnie rozpierało wzruszenie. Albus jest niezwykle wrażliwym romantykiem.
- Masz niesamowitego wielbiciela- stwierdziłam. Spojrzała na mnie zmieszana. Na jej twarzy malowała się radość, ale też niepewność. Powiedziałam jej też o kolejnym spotkaniu ślizgonów.
- Co ty chcesz teraz zrobić?- spytała- idziemy za nimi?
- Musimy- odpowiedziałam- jeśli knują coś niedobrego, to trzeba ich jak najszybciej powstrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz